Kultura w gastronomii.

Gastronomia i kultura czasem nie idą ze sobą w parze. I to nie tylko po stronie klienta, ale również po stronie obsługi. Choć od przemiany ustrojowej wiele się zmieniło, to wciąż można trafić na kelnerkę prosto z PRLu. Taką, która uważa, że klient zawraca jej niepotrzebnie głowę, a smaczne jedzenie to durna fanaberia. Niech się cieszy, że w ogóle coś zjadł.
Szczególnie mocno tendencje do braku kultury widać w Internecie. A dokładniej mówiąc – na portalach społecznościowych. Praktycznie każdego dnia wybucha jakaś afera z obrażalskim restauratorem w roli głównej. Wystarczy napisać niepochlebną opinię o nieodpowiednim lokalu – już się zbiera cięgi. Wielu właścicieli lokali gastronomicznych nie może zrozumieć, że ich jedzenie jest niesmaczne lub obsługa niemiła. Zamiast sprawdzić czy opinia klienta jest rzetelna i naprawiać błędy – wolą obrażać osobę, która napisała niewygodny dla nich komentarz. Często z takim człowiekiem nie da się nic zrobić, bo jest na to zbyt uparty. Pozostaje jedynie wzruszenie ramion i stwierdzenie, że w końcu ryba psuje się od głowy.
Jednak największą oznaką braku kultury była prośba kelnera w pewnej restauracji, by kobieta karmiąca zaprzestała tego procederu przy stoliku i przeniosła się z niemowlęciem do toalety. Restauracje szczególnie mocno się nie popisała w tym przypadku, bo wystarczyło później kobietę przeprosić, a tak mają sprawę w sądzie.
Gastronomia musi się jeszcze dużo o kulturze nauczyć.